Uncategorized

Wielonek to #teamJagód domek

Prawdziwy sezon poznaje się nie po tym jak się zaczyna, a zaczęło się bardzo na NIE  i im dalej w las tym ciemniej – ale jak się kończy. Cytując klasyka. Żeby nie trzymać w niepewności skończyło się pudłem. Pudłem najwyższego stopnia 😀 nie paczkomatem. Wielonek to miejscówka nad zalewem koronowskim dobra na pójście na grzyby do lasu np. albo na kawalerski, żeby upodlić się z przyszłym panem młodym poza radarem oczu znajomych. Ale tam w lesie stoi jeszcze ośrodek po CePeEnowski – robić tam trajlon? W lesie? Are Y f serious??? A jednak da się 😀 W zeszłym roku był tylko dla wtajemniczonych opcja tzw. Beta więc małym sumptem zorganizowano 3, słownie czeci triathlon na ziemi kuj-pom po EBT i Borownie. I jak tu ma się morda nie cieszyć?? W tym roku na liście startowej prawie 100 osób na 1/8 i ¼. Całkiem spoko jak na koniec września. A jak ja się tam znalazłem tzn. jak my się znaleźliśmy – bo poszła sztafeta. Bardzo prosto prawie jak snus w dziąsło. Śledzi człowiek stronki jak stonki na polu i tu nagle bach do odsprzedania slocik na 1/8 ale sztafeta nie solo Han. Zagwozdki nie miałem w głowie co do doboru bohaterów […]

Pół Shrek pół Ironman.

Połówkę jak wiadomo najlepiej robić we dwóch pod warunkiem, że szwagier nie przyjdzie, nie pije lub przyniesie swoją. Więc wolałem go nie zapraszać raz, że nie lubi wody dwa, że jest cudownym dzieckiem dwóch….znaczy lubi rower. Pomysł na ½ IM zrodził się w mojej zdrowej inaczej głowie już dawno temu ale realizacja odsuwana była ze względu na obawy w/w urządzeniu lub popas na wakajkach. Tak, rok temu był taki palnik na Cyprze, że z połówki zrobiła się 1/8 i to robiona na lekkim dniu wczorajszym. Tak czy siusiak hasło ogień robi ogień nie jest tylko hasłem to tak działa. Odsyłam tu do wpisu z 2022 EBT. Było śmiesznie ale życiówka to życiówka więc po co drążyć. Huśtawka od 2019 roku 1/8,1/4 kolejne bufety w kolejnych  strefach finishera zaczęły nastręczać mi myśli, a może teraz…i tak padło na rok 2023. Rok Jordana, rok zwycięstwa myślę sobie. Zakupiłem 2 bilety na rejs z myślą, że to nie będzie ostatni taki rok i nie będzie to rejs titanem. Lubię sięgać dna nurkując ale lubie też żyć. Ta swojego rodzaju gwiazdka triathlonistów w lipcu gdzie mikołaje mają odpowiednio na imie Jakub i Alex odbyła się po raz 9. Do epicentrum tego święta mam 1,12km. […]

Sen nocy letniej o drożdżówce czyli dzień dobry CEKCYN

Mój mokry sen zaczął się rok temu. Faber jaką oni mają tam zajebistą drożdżówkę. Mówię Ci. Kruszonka zawstydza wysokością sam Giewont, a smakiem zamyka wszystkie sowy w Bydzi. Z niejednej strefy finiszera już jadłem więc mówię sobie w duszy – będzie okazja pojadę. Rok jak z bicza szczelił i tritata nach Cekcyn pogonił. Przy okazji połączyliśmy kemping w niedalekiej miejscowości Okoniny Nadjeziorne więc przyjemne z pożytecznym jak się okazało można połączyć. Śp. Jerzego Kukuczkę napędzała golonka ( którą czuł przez puszkę bez etykiety) mnie napędza mielonka. Konserwa pod namiotem to jest to co KAŻDY lubi najbardziej. Paprykarz szczeciński, mielonka, konserwa turystyczna czy pasztet z pieczarek tam to jest towar crem dela crem i tam smakuje najlepiej. Koniecznie z grubo smarowaną sarepską w towarzystwie kawy z kawiarki… Dobra bo łzy wzruszenia lecą mi po plecach, laktacja w pełni i ślinotok jak po ostrej papryczce. W piątek miało być wprowadzenie bajka do strefy i tak też zrobiłem ale wiało i kropiło nie z kościoła ino z nieba wiec Jacek org powiedział – jutro synu na spokoju. Amen. Odebrałem starter pack, krówki dla bąbli i ruszyłem do domu, a właściwie do namiotu. Robota widać dookoła wre. Kolory żółto/niebieskie rosną wszędzie choć źle mi […]

Na wariackich papierach czyli jak zostałem pół-olimpijczykiem

  Zdjęcie to oddaje to co wydarzyło się przez 72h – przed w trakcie i po Gdańsku. Trzeba na wstępie zaznaczyć, że cały ten event opłacony w styczniu miał znamiona kalejdoskopu połączonego z rollercosterem umoczonego tchnieniem Macieja wróżbity. Sen nocy letniej i mokre marzenie miało się ziścić. 45 orło wpisowego klepło w styczniu i poszedłem spać na 5 miesięcy. Pobudka była sroga. Jak to sprint? Jak to k sprint? Halo nie ma takiego miasta Londyn. Spirytus chyba. Nie no k zapisywałem się na olimpijkę chciałem być jak szpilka&najman odklepać zawody i czuć się zwycięzcą z pozycji podłogi. Cytując klasyka Miauczyńskiego :  qrwa mać ja piedrolę uj jak krew w pioch normalnie. To miał być Giewont moich możliwości, Gubałówka mojego sezonu. Truskawka na torcie. Nie ma opcji przepisania – brzmi komunikat. Powiedziałem sobie w duszy, a idi na uj z tym albo olimpijka albo nic. W środę na 2 dni przed rozpoczęciem dostałem zielone światło. Światło płynące nie z lodówki a od żony. Dzieci sprzedane do babci, ja nas pakuję, a Ty jedź bo będziesz mnie tylko…. tu sobie dopiszcie co myśli, mówi i czuje żona, której delikatnie będzie się zawadzać. Cenę wachy każdy widzi, zna i czuje ją na co […]

Parówkowym skrytożercą w Charzykach mówimy zdecydowane – NIE.

Dzień pański sobota 11 czerwca roku 22 4;40 to nie jest kurs euro choć blisko ale godzina zmartwych mego powstania z łóżka. Klasyka mówi, że brunet wieczorową porą więc z rańca to pewnie będzie chodziło o blondyna i wtedy na biało cały wchodzę mua bez kawy :D. Czerwiec w kalendarzu więc nie ma problemu żeby oknami waliło dniem już po 4. Wedle wcześniejszych ustaleń, obliczeń, wróżby i tarota musieliśmy wcześniej pokonać 80 km w czasie cirka poniżej 1h aby zdążyć dojechać, odebrać pakiet i browar – WOW – dodatkowo wstawić pojazdy  na belkę. Podróż zaczyna się początkiem czyli zgarnięciem Pawła, który zapałał po niebycie chęcią zamoczenia swojego (od)bytu w jeziorze charzykowskim. Umówieni. Podjazd robię w umówione wcześniej miejsce i przecieram oczy. Na przystanku jest gość sztuk jeden ale w pozycji jakby już za metą i nie wykończony wysiłkiem, a zbyt dużą ilością izo :). Wiadomo w nocy z piątku na sobotę bywa różnie i każdy orze jak może.  Upewniłem się, że nie reaguje na imię Paweł i czekałem na kogoś na 2 nogach o w miarę przytomnym spojrzeniu. Chwilkę później pojawił się i on więc uff. Kamień z serca lecimy na orlena do garażu. Chwilkę przed godziną „W” jesteśmy u […]

Trzcina (cukrowa) o smaku Żnina

Na koniec sezonu (dla mnie) i na osłodę po klapie Borówna 2020 nie mogło się trafić nic innego jak Triathlon w „Cukrowni Żnin”. Palce lizać i watę kręcić jak się okazało. Pierwsza edycja czyli dziewica. 40 km samochodem bezdomnego od mojego miejsca zamieszkania…jak więc nie jechać? No jak? Jedno tylko padło z racji startu o 9 w niedzielę, kluczowa godzina i dzień, nie waż się tylko nas obudzić – usłyszałem od lubej. Jak gość w niedzielę ma wstać o 6 rano w łóżku gdzie sypiają 2-3 kobiety. Sarenką nie jestem no chyba, że taką 110 kg, a przejście łóżka to jak przejść przez pole minowe. Tu głowa, tu ręka tu żona :D. A jeszcze trzeba jakieś śniadanie strzelić i do spływu czajki się dorzucić co by na lekko wjechać w 1/8 tri. Śniadanie jak to sportowcy, w biegu. Kawa standard na „cyrklu”  i dzida na Żnin via Łabiszyn. Droga prosta, równa bez miliona tirów – szanuje taki spokój. Przy lotnisku tylko ostry cień mgły się pojawił i później to już tylko sprawdzałem czy mój orzeł nie odleciał z dachu ale od czego są trytytki 😀 O dziwo na miejsce zajechałem szybko ale nie jak Kubica – dojechałem w jednym kawałku. […]

Rebelia underground triathlon – czyli star….tfu trening

Od wrzesnia zeszłego roku sucho na starty jak w doku po odprawieniu stępki przez Mateuksza na promy. Początek roku obiecujacy jakis plan jakies treningi…do sierpnia sie zagoi. A tu sru Lock Down i przymus siedzenia na „żopu”. Nie powiem czasami chliptam za tym, że na chwilke sie zatrzymalismy. Byla refleksja, jakies wiersze, a potem ktos powiedzial, ze jak korona zmutuje to na jesieni trzeba bedzie myc nogi, nie tylko rece. Propo raczek to zacierałem je jak nowo poznane typy w osobach somsiada Pawela aka teamochlał znaczy nie ten team, wroc. TeamOchal i ich naczelnik Pablo Escobar powiedzieli, a wrecz zapytali jak zobaczyl wypociny me na trzepaku, ze jest akcja Rebelia Underground Triathlon i czy bym nie chcial robic za tlo na calej rozciaglosci dystansu. Kolejnym byl Łapa aka czlowiek samstrazak z podobna propozycja. Odpowiedz mogal byc tylko jedna –  I’m IN. Radosc, szok i łzy. Poniewaz nie mam cisnienia na wygrana zrozumialem, ze zalezy im na tym zeby przybijac im „5” jak beda konczyc bieganie, a ja je zaczynac . No nic nadejszla wielkopomna chwila wiec wrzucilem koze na/do woza i dzida na miejsce kazni czyli – Borowna, miasta gdzie tri nie spi. Tak roweru ostry cien mgly byl ze […]

Just a TRI of us

ŚREM. Impreza, którą miałem zamknąć zeszły sezon czyli 2018, przypomnę mamy rok 2019. Rok temu miałem taki gaz i parcie na starty, że stoperan by tego nie zatrzymał. Sam siebie wykończyłem. Tak. Tydzień przed startem zrobiłem pełną zakładkę na dystans 1/4 i co ? I gówno. Rano wstaję i widzę, że moja doopa znajduje się w kolanie. Już wiedziałem, że temat pozamiatany jak croksy na wyprzedaży w lidlu. Pojechałem siłą rozpędu bo wszystko było już klepnięte, a ja chciałem po prostu tam być…Byłem po drugiej stronie z aparatem. Emocji sporo ale bezsilność jeszcze większa. Wtedy powiedziałem sobie, że tam wracam bo…mi się to po prostu należało. Musiałem zamknąć temat z zeszłego roku. Teraz wiem, że impreza wejdzie jako stały punkt kalendarza. Ale do brzegu. Ten rok miał być również udany jak ubiegły ale jak wiadomo życie pisze inne scenariusze co do naszych oczekiwań. Zeszłoroczna lekcja pokory dała mi do myślenia i niepodpalania się. Kolejne imprezy robiły mi odpust, zmęczenie brało górę,a wiadomo albo wszystko albo nic gdzie nie można włożyć 100% siebie. Kluczyłem i czekałem, czekałem i kluczyłem. Na spokojnie nie jak na porodówce. I nadejszła chwila, dzień 17 września. Wylot mieliśmy dzień wcześniej bo rodzinka tam ubytuje. Wiedziałem, że […]

Takich 2 jak nas 3 to ani 1-ego

Z połówką jest  jak w żarcie we 2 lepiej nie siadać chyba, że jeden nie pije. Więc jeśli nie dwóch to może lepiej zrobić to w trzech??? Starty solo są proste. Lecisz 3 tematy sam. W trzech konkurencjach lecisz sam. W drużynie wygląda to trochę inaczej. 3 ludzi i od każdego wymaga się ognia z dupy tak żeby na mecie spiąć to piękną klamrą. Może nie miejscem na pudle ale za nim…:D Tak jest w myślach, a realu trochę inaczej. Sukces rodzi się w bólach jak wiadomo, a ojców ma wielu. W tym konkretnym przypadku było dwóch ojców i jedna madka wariatka. Ojciec nie z Torunia, a z ulicy toruńskiej. Drugi to mua – Tritata, a panna matka z mokrą głową lubi latać z wózkiem. Początek drogi prosty i ustalony. Ty lecisz rower, który nie jest moją mocną stroną. Bo ile można pohulać na wigry czy?? Mówię nie, ja nie, nie jestem cudownym dzieckiem dwóch pedałów jak określało się kiedyś znanego i podziwianego naszego mistrza szosy. Ostał się tylko rower więc nie miałem wyjścia Woda i bieg już rozdzielone. Rozeszły się jak różańce w Toruniu. Z czasem i chorobą szefowej, która to wszystko wymyśliła, okazało się, że musimy dokonać zmian. […]