Mój mokry sen zaczął się rok temu. Faber jaką oni mają tam zajebistą drożdżówkę. Mówię Ci. Kruszonka zawstydza wysokością sam Giewont, a smakiem zamyka wszystkie sowy w Bydzi. Z niejednej strefy finiszera już jadłem więc mówię sobie w duszy – będzie okazja pojadę. Rok jak z bicza szczelił i tritata nach Cekcyn pogonił. Przy okazji połączyliśmy kemping w niedalekiej miejscowości Okoniny Nadjeziorne więc przyjemne z pożytecznym jak się okazało można połączyć. Śp. Jerzego Kukuczkę napędzała golonka ( którą czuł przez puszkę bez etykiety) mnie napędza mielonka. Konserwa pod namiotem to jest to co KAŻDY lubi najbardziej. Paprykarz szczeciński, mielonka, konserwa turystyczna czy pasztet z pieczarek tam to jest towar crem dela crem i tam smakuje najlepiej.

Koniecznie z grubo smarowaną sarepską w towarzystwie kawy z kawiarki…
Dobra bo łzy wzruszenia lecą mi po plecach, laktacja w pełni i ślinotok jak po ostrej papryczce.
W piątek miało być wprowadzenie bajka do strefy i tak też zrobiłem ale wiało i kropiło nie z kościoła ino z nieba wiec Jacek org powiedział – jutro synu na spokoju. Amen. Odebrałem starter pack, krówki dla bąbli i ruszyłem do domu, a właściwie do namiotu. Robota widać dookoła wre. Kolory żółto/niebieskie rosną wszędzie choć źle mi się kojarzą – apator toronto i 'miłośc’ do krzyżaków zza miedzy. Wyssana wraz ze spalonym metanolem przy ul.Sportowej 2. Zawsze i wszędzie apator j…..będzie :D. dobra finito tego nieodwzajemnionego uczucia od tyfusa.


Zapakowałem madżur i wio na koń do dom. Po drodze przykuła uwagę mą kuta brama. Gdzieś w cabanie zadzwoniło mi : Faber będziesz wjeżdżał do Cekcyna zobaczysz pewne cudo u gościa na bramie…i k zobaczyłem i zrozumiałem. Sami zobaczcie. Ja wiem każdy ma swoją wrażliwość i o gustach się dyskusu nie prowadzi ale…oczy bolo i krwawio.

Powiązałem bramę główną i rogacze z niej z logo tri i medalu. Przypadek? Jacek to Twoja beta na podjeźdie? 😀
Tak czy siusiak piękne to jest inaczej. Zjazd do zajezdni na nocleg do namiotu i po prostu czekanie na jutro.
Ponieważ start 1/4 był o 11 na spokoju była kawusia, śniadanko i dupy zbieranko. Do targetu miałem jakieś 20 min na pełnej więc ruszyłem koło 10 w stronę cudownej bramy. Na miejscu już jak zwykle na ostatnią chwilę…ten typ tak ma. Typ niepokorny no nie zmieni się nic. Ponieważ impreza należy do tych kameralnych nie było problemu żeby wrzucić bajka chwilę przed startem.

Cyk pyk i stoi. Ale już na biegu na pełnej k lecę w stronę startu bo rozjarany konferansjer na majku oznajmia, że za 4 min start, a ja jeszcze stanik instaluję i proszę jakiegoś ratownika żeby mnie zapiał od tyłu. No nic w drodze na koniec kolejki wskakuję z pomostu do wody żeby się ułożyć i słyszę START i poszli jak dziki w żołędzie…dobiegam na koniec kulejki i to był dobry nomen omen. Finalnie wyszło całkiem spoko ale to później. Woda jak woda mokra i przyjemna. Lubię tam mijać ludzi. 950m poszło dość szybko jak cena Pb95. Na brzegu wolontariusze krzyczeli jak poparzeni UWAGA na wyjście UWAGA na wyjście…no skarpa z trawą dosyć pionowa więc rzeczywiście niektórzy zapoznawali się z czarnoziemem.

Wbiegam na T1 a tam rysiek leży na glebie. Mówię sobie spoko to dekatlon ale do k nędzy jaka trzeba być łajzą żeby nie szanować sprzętu kogoś z belki? A niech Ciebie inflacja pochłonie. Wyjeżdżając ze strefy wspomniałem legendy o tym asfalcie co tam bytuje i nie kłamali nic…dramat to mało. Po obu stronach dolewki, geometrycznie pędzony garbem w przekroju poprzecznym plus dodatkowo znaczone co większe dziury – wszędzie kolorem yellow. Jazda po tym czymś to ekwilibrystyka level f bicz. Ja mam szosę i jakoś przeżyłem ale takich czasówek to było mi po prostu żal.pl. Trasa dość szybka na pętli 2×7,5 km. Więc kończyłem z uśmiechem i po T2 słońce uśmiechem zaczęło przypalać nasze truchła. Pierwsza piątka na dużym luzie ale 2ga to już spadek jak apator do pierwszej ligi z ekstraklasy. Wolontariusze nie mieli litości. Lejemy? Chce Pan na twarz? Mówię gram w pornolu czy jak? Ale jak dostałem to zrozumiałem, że właśnie tego potrzebowałem :D.

Góry/doły hej sokoły i doły/góry.

Na dodatek pierwszy raz musiałem malucha wykładać za belą siana do jedyneczki. W stroju tri jest to bardzo ekwilibrystyczne i można sonie nieźle przyciąć ptaszka…wieczorkiem po powrocie przy ognisku Ewelina powiedziała, a nie mogłeś go nogawką wyciągnąć :D. Geniusz.

No nic na mecie jak to na mecie witał mnie krool mety z mety czyli Kuba mikrofonu rozpluwacz.
I mocne rozczarowanie. Przyjechałem tutej z myślą o legendzie nr 2 – drożdżówka. Podobno głaszcze podniebienie niczym modest amaro obierający cebule na nasłonecznionym prawym brzegu Wisły o poranku. Wielkość kruszonki zawstydzać miała koronę szczytów polski. A tu pani z kółka gospodyń wiejskich rozkłada ręce jak glapiński stopy procentowe przed inflacją i mówi : Nie ma. I tak skończę chlip chlip.

