Prawdziwy sezon poznaje się nie po tym jak się zaczyna, a zaczęło się bardzo na NIE  i im dalej w las tym ciemniej – ale jak się kończy. Cytując klasyka. Żeby nie trzymać w niepewności skończyło się pudłem. Pudłem najwyższego stopnia 😀 nie paczkomatem.

Wielonek to miejscówka nad zalewem koronowskim dobra na pójście na grzyby do lasu np. albo na kawalerski, żeby upodlić się z przyszłym panem młodym poza radarem oczu znajomych. Ale tam w lesie stoi jeszcze ośrodek po CePeEnowski – robić tam trajlon? W lesie? Are Y f serious??? A jednak da się 😀


W zeszłym roku był tylko dla wtajemniczonych opcja tzw. Beta więc małym sumptem zorganizowano 3, słownie czeci triathlon na ziemi kuj-pom po EBT i Borownie.
I jak tu ma się morda nie cieszyć??
W tym roku na liście startowej prawie 100 osób na 1/8 i ¼. Całkiem spoko jak na koniec września.
A jak ja się tam znalazłem tzn. jak my się znaleźliśmy – bo poszła sztafeta. Bardzo prosto prawie jak snus w dziąsło. Śledzi człowiek stronki jak stonki na polu i tu nagle bach do odsprzedania slocik na 1/8 ale sztafeta nie solo Han. Zagwozdki nie miałem w głowie co do doboru bohaterów – potencjalne dwie postaci – więc bez czekania. Memory 5 i siara i nara. Pierwsza ofiara upolowana – Ewelina – matka wariatka. Pytam pobiegniesz? No co ty chora jestem, mówię wyśmienicie masz 6 dni żeby się ogarnąć – powiedziała – budżet, miąsko i że da radę. Mi to wystarczy. Mówię witamy na pokładzie. Drugi oszołom to znany i lubiany w światku tri ajrondad czyli Pijotr, człowiek, który nie dopina koszulki rowerowej bo stać go oprócz na trenera także na jedzenie 😀 jest po sezonie więc lajkra pięknie podkreśla dobrobyt.

To mamy rower uff. Jako zodiakalny wodnik wziąłem oczywiście pływanie, a że w wodzie czuję się jak mada foka to wyglądało to dobrze. Lubię nosić neopren wieczorową porą :D. Finalnie zostało tylko nam się nazwać i długo się nie zastanawiając wybraliśmy TEAM JAGODA.
To była nasza wspólna decyzja 😛

Historii nazwy teamu i tak nie zrozumiecie więc po co drążyć i tłumaczyć – idźmy dalej.

Spotkaliśmy się na miejscu przestępstwa jak taki jeden na ustawki ale było nas nie 70 na 70, a słownie 3 sztafety na 3 miejsca. Myk tu jest choć jak zobaczyliśmy, że pudło z najniższym stopniem już samo jest na tzw. dzień dobry to pomyśleliśmy że warto powalczyć o coś więcej w końcu tyle (nie) trenowaliśmy razem i osobno :D. Każdy przed lustrem miał 69 razy powiedzieć przed startem – Jestem zwycięzcom.
Strefa z racji kameralnego startu malusieńka ale ujmująca pewnie niektórzy mają więcej rowerów u siebie w garażu 😉

Dobieg z wody po dywanie w kolorze tabletek blue taki al’a gdy konar zapłonie ale dobrze bo nie konary krył, a korzenie i gdyby nie on można po prostu by zaliczyć niefajną wyjebkę.


Jak to bywa w westernach zaczynają się w samiuskie południe i tu start nie chciał wyjść inaczej.
Z racji, że mam już cyknięty plan na każdy start – startuję ostatni tak mi dobrze.

Zacząłem jak wyżej wychodziłem z H2o z 7 czasem not good not bad. Swoją pańszczyznę odrobiłem. Jestem czysty i bogaty.  Pognałem po viagrowym dywanie do stojącego już Piotra, zarzepieliśmy gipsa na nogę i pognał na swojej tribestii na trasę.
Muszę przyznać, że dojazd ze strefy na belkę jest specyficzny, ale podyktowany jak się domyślasz duktem leśnym. Na powrocie cudownie było słuchać napieprzania karbonowych rowerów z soczystymi bluzgami od ich właścicieli vel kierowców ja pierdoleeeeeeee albo kuuuuuuurrrrrwwwww@@@@@.
Prawie jak kurdej szatan swego czasu co tu się dziejeeeeeee 😀


Piotr po przylocie i przejęciu czipa przez Ewelajnę, powiedział, że ze względu na słabe oznaczenie nawrotki na 1/8 poleciał dalej w stronę ¼ :D. Śmiechłem bo rzeczywiście nadrobił prawie 5 kaemów zanim się zoriencił ale (sic) jeszcze bardziej powiększył przewagę nad dwoma pozostałymi sztafetami. Ewelina poleciała do lasu ( bo większość trasy biegowej to las….) jak moja teściowa na otwarcie ekszyn, ale nie wróciła z balonami.

Problemem w lesie może być to, że jak lecisz pierwszy to pomimo oznaczeń można się pogubić ale Ewela nie jest w ciemię bita. Choć kto tam wie gdzie lubi :D. Ledwo ogarnęliśmy aparaty i rolki, a ona (niecała na biało) wlatuje na metę.
To co łączy ludzi tri i meliniarzy to meta, a ta wspólna to już w ogóle sztos.

Finalnie spięliśmy poślady i zdobyliśmy 1 miejsce.

SZOK w trampkach normalnie. Można powiedzieć, że team miódmalina.
W sumie nie kłamię tak było mówię prawdę za pierwsze miejsce dostał każdy z nas miodzik 😀

Właśnie się kończy wiec może czas coś wygrać.


Kończąc fajna kamerlana impreza z potencjałem. Drobne poprawki ale one zawsze się przydają co by jeszcze lepiej było dla nas wszystek więc gratulacje dla orgów. Czy #teamJagoda wróci?
No k jasne, że tak przecież pisałem wyżej, że miód się kończy….