Parówkowym skrytożercą w Charzykach mówimy zdecydowane – NIE.
Dzień pański sobota 11 czerwca roku 22 4;40 to nie jest kurs euro choć blisko ale godzina zmartwych mego powstania z łóżka. Klasyka mówi, że brunet wieczorową porą więc z rańca to pewnie będzie chodziło o blondyna i wtedy na biało cały wchodzę mua bez kawy :D. Czerwiec w kalendarzu więc nie ma problemu żeby oknami waliło dniem już po 4. Wedle wcześniejszych ustaleń, obliczeń, wróżby i tarota musieliśmy wcześniej pokonać 80 km w czasie cirka poniżej 1h aby zdążyć dojechać, odebrać pakiet i browar – WOW – dodatkowo wstawić pojazdy na belkę. Podróż zaczyna się początkiem czyli zgarnięciem Pawła, który zapałał po niebycie chęcią zamoczenia swojego (od)bytu w jeziorze charzykowskim. Umówieni. Podjazd robię w umówione wcześniej miejsce i przecieram oczy. Na przystanku jest gość sztuk jeden ale w pozycji jakby już za metą i nie wykończony wysiłkiem, a zbyt dużą ilością izo :). Wiadomo w nocy z piątku na sobotę bywa różnie i każdy orze jak może. Upewniłem się, że nie reaguje na imię Paweł i czekałem na kogoś na 2 nogach o w miarę przytomnym spojrzeniu. Chwilkę później pojawił się i on więc uff. Kamień z serca lecimy na orlena do garażu. Chwilkę przed godziną „W” jesteśmy u […]