Rok: 2022

Sen nocy letniej o drożdżówce czyli dzień dobry CEKCYN

Mój mokry sen zaczął się rok temu. Faber jaką oni mają tam zajebistą drożdżówkę. Mówię Ci. Kruszonka zawstydza wysokością sam Giewont, a smakiem zamyka wszystkie sowy w Bydzi. Z niejednej strefy finiszera już jadłem więc mówię sobie w duszy – będzie okazja pojadę. Rok jak z bicza szczelił i tritata nach Cekcyn pogonił. Przy okazji połączyliśmy kemping w niedalekiej miejscowości Okoniny Nadjeziorne więc przyjemne z pożytecznym jak się okazało można połączyć. Śp. Jerzego Kukuczkę napędzała golonka ( którą czuł przez puszkę bez etykiety) mnie napędza mielonka. Konserwa pod namiotem to jest to co KAŻDY lubi najbardziej. Paprykarz szczeciński, mielonka, konserwa turystyczna czy pasztet z pieczarek tam to jest towar crem dela crem i tam smakuje najlepiej. Koniecznie z grubo smarowaną sarepską w towarzystwie kawy z kawiarki… Dobra bo łzy wzruszenia lecą mi po plecach, laktacja w pełni i ślinotok jak po ostrej papryczce. W piątek miało być wprowadzenie bajka do strefy i tak też zrobiłem ale wiało i kropiło nie z kościoła ino z nieba wiec Jacek org powiedział – jutro synu na spokoju. Amen. Odebrałem starter pack, krówki dla bąbli i ruszyłem do domu, a właściwie do namiotu. Robota widać dookoła wre. Kolory żółto/niebieskie rosną wszędzie choć źle mi […]

Na wariackich papierach czyli jak zostałem pół-olimpijczykiem

  Zdjęcie to oddaje to co wydarzyło się przez 72h – przed w trakcie i po Gdańsku. Trzeba na wstępie zaznaczyć, że cały ten event opłacony w styczniu miał znamiona kalejdoskopu połączonego z rollercosterem umoczonego tchnieniem Macieja wróżbity. Sen nocy letniej i mokre marzenie miało się ziścić. 45 orło wpisowego klepło w styczniu i poszedłem spać na 5 miesięcy. Pobudka była sroga. Jak to sprint? Jak to k sprint? Halo nie ma takiego miasta Londyn. Spirytus chyba. Nie no k zapisywałem się na olimpijkę chciałem być jak szpilka&najman odklepać zawody i czuć się zwycięzcą z pozycji podłogi. Cytując klasyka Miauczyńskiego :  qrwa mać ja piedrolę uj jak krew w pioch normalnie. To miał być Giewont moich możliwości, Gubałówka mojego sezonu. Truskawka na torcie. Nie ma opcji przepisania – brzmi komunikat. Powiedziałem sobie w duszy, a idi na uj z tym albo olimpijka albo nic. W środę na 2 dni przed rozpoczęciem dostałem zielone światło. Światło płynące nie z lodówki a od żony. Dzieci sprzedane do babci, ja nas pakuję, a Ty jedź bo będziesz mnie tylko…. tu sobie dopiszcie co myśli, mówi i czuje żona, której delikatnie będzie się zawadzać. Cenę wachy każdy widzi, zna i czuje ją na co […]

Parówkowym skrytożercą w Charzykach mówimy zdecydowane – NIE.

Dzień pański sobota 11 czerwca roku 22 4;40 to nie jest kurs euro choć blisko ale godzina zmartwych mego powstania z łóżka. Klasyka mówi, że brunet wieczorową porą więc z rańca to pewnie będzie chodziło o blondyna i wtedy na biało cały wchodzę mua bez kawy :D. Czerwiec w kalendarzu więc nie ma problemu żeby oknami waliło dniem już po 4. Wedle wcześniejszych ustaleń, obliczeń, wróżby i tarota musieliśmy wcześniej pokonać 80 km w czasie cirka poniżej 1h aby zdążyć dojechać, odebrać pakiet i browar – WOW – dodatkowo wstawić pojazdy  na belkę. Podróż zaczyna się początkiem czyli zgarnięciem Pawła, który zapałał po niebycie chęcią zamoczenia swojego (od)bytu w jeziorze charzykowskim. Umówieni. Podjazd robię w umówione wcześniej miejsce i przecieram oczy. Na przystanku jest gość sztuk jeden ale w pozycji jakby już za metą i nie wykończony wysiłkiem, a zbyt dużą ilością izo :). Wiadomo w nocy z piątku na sobotę bywa różnie i każdy orze jak może.  Upewniłem się, że nie reaguje na imię Paweł i czekałem na kogoś na 2 nogach o w miarę przytomnym spojrzeniu. Chwilkę później pojawił się i on więc uff. Kamień z serca lecimy na orlena do garażu. Chwilkę przed godziną „W” jesteśmy u […]