Od wrzesnia zeszłego roku sucho na starty jak w doku po odprawieniu stępki przez Mateuksza na promy. Początek roku obiecujacy jakis plan jakies treningi…do sierpnia sie zagoi. A tu sru Lock Down i przymus siedzenia na „żopu”. Nie powiem czasami chliptam za tym, że na chwilke sie zatrzymalismy. Byla refleksja, jakies wiersze, a potem ktos powiedzial, ze jak korona zmutuje to na jesieni trzeba bedzie myc nogi, nie tylko rece.

Propo raczek to zacierałem je jak nowo poznane typy w osobach somsiada Pawela aka teamochlał znaczy nie ten team, wroc. TeamOchal i ich naczelnik Pablo Escobar powiedzieli, a wrecz zapytali jak zobaczyl wypociny me na trzepaku, ze jest akcja Rebelia Underground Triathlon i czy bym nie chcial robic za tlo na calej rozciaglosci dystansu. Kolejnym byl Łapa aka czlowiek samstrazak z podobna propozycja. Odpowiedz mogal byc tylko jedna – I’m IN. Radosc, szok i łzy. Poniewaz nie mam cisnienia na wygrana zrozumialem, ze zalezy im na tym zeby przybijac im „5” jak beda konczyc bieganie, a ja je zaczynac . No nic nadejszla wielkopomna chwila wiec wrzucilem koze na/do woza i dzida na miejsce kazni czyli – Borowna, miasta gdzie tri nie spi. Tak roweru ostry cien mgly byl ze mna – love that.

Okazało się, że event jest „treningiem” na dystasie 1/8 pelnego, czyli w sam raz zeby zobaczyc w jakim miejscu na Makplanecie jestem i ktory SOR mnie przyjmie po skonczeniu.
Na miejscu szybki zolwiki i uprzejmosci – o stary ale przywaliles, faber ta fokato TY? Jak mowilem covid i zamkniecie z lodowka w domu zle sluzy spoleczenstwu i mi tez.
Strefa T1 i T2 zaraz na wyjsciu z progu na rogu Borowno/Dobrcz. Hołek albo Kubica, tzn ich piloci krzyczeliby prawy prosty tnij. Rozstawilem graty na raty. Wieszam btwinka i pacze FuJI obok wisi. Za moja hulajnoge to bym se mogl dentke kupic do tego roweru. Po drugiej stronie gosc pelne kola, pelny odlot. Mowie w duszy do siebie, nie te progi kolego na moje nogi…kiedys ktos powiedzial ze to nie sprzety jezdza, a bramki som dwie i ze niemce na koncu zawsze wygrywajom..czy jakos takos…
Graty ogarniete, ja nie, jak zawsze. Stwierdzilem, ze nie bede wskakiwal w neopren ani zakladal durexa na ten dystans, bo wiecej mnie zabawy i zycia kosztuje zakladanie i pozniej zdejmowanie tego dziadostwa niz to warte. Po drugie wzialem na totalny luz. Chopy i 2 dwie niewiasty juz kotluja sie w wodzie, mącą, ustac nie moga…mowie i tak nie bede pierwej wiec usiadalem na piaseczku i obserwuje sobie to tri stadko. Ktos podchodzi i pyta wszystko ok? Ty plyniesz. Mowie si. All good po prostu delektuje sie tym czego mi brakowalo w tym roku nie niszczmy tego, powiedzialem i zyczylem powodzenia i stopy wody pod kilem.
Przysmarowali mi nr 27 na 34 startujacych, jak pisalem trening.
Woda jak to woda. jestem zodiakalnym wodnikiem, nurkujac siegam zawsze dna i jako shrek mieszkam na bagnach – lubie to po prostu. Czuje sie tam jak mloda foka i nawet tak wygladam.
Z h20 pomimo ze puscilem sie ostatni wychodzilem w 2 dziesiatce.
Czas bez szalnstwa ale wyszlo troche wiecej niz powinno w metrach wiec bylo kolo 10min na 515m.
Jak to mozna cytowac głownego dowodzacego w Czarnobylu NOT gooD not terrible.
Szybki strzal na strefe, bananan w kieszen, lakierki na pedaly, wiadro z castoramy na glowe i mozna jechac jak Tommy Lee Jones w sciganym. Poprawilem faldem i polozylem sie na swojej rozowej lemondce bo prawdziwy facet rozowej lemondki sie nie boi. Przyznam, ze miejscami asfalt zaskakiwal swoja ciagloscia, a czasami nie zaskakiwal bo rower skakal :D. Dwie pętle Duza i mala razem cirka kolo 22km. Napedzilem srednia prawie 32 km na godziny – prawie jak krysztalowy banas. I w sumie zaskoczony bo jak do tego doszlo nie wiem…czujecie i slyszycie to w glowie wiem, wiem to…jak do tego doszlo nie wiem…
Tada słon na grzechotce ponizej
Po rowerku w strefie T2 wiedzialem jedno. Po wybiegu z niej zaciagasz kolego recznym i jedziesz.
Mowia ze biali nie potrafia biegac ale mylą sie, myla.
Ale oczywiscie poniosl mnie, doping tych 7 osob i wylecialem ze srednia 4.30. Nie,nie kolego, mowie, bo za chwilke bedziesz jak Mojżesz tyle ze na bruku. To jest ten moment i ta chwila gdzie trzeba pamietac ze nie jest sie juz rowerem, a pieszo. 2 lata temu mnie to zgubilo i zgupialo. 2018 pamietamy ;).
Przywilejem tego ze jestes prawie na kocu jest to ze praktycznie kazdemu przybijasz high five i gratulujesz, ze on juz konczy. A ty masz jeszcze 5 km z kawalkiem do pykniecia. I cale szczescie mialem jeszcze 3 osoby za soba i chcialem zeby tak juz zostalo do konca. Bieganie przyznam szczerze jak na zamkniecie w domu z lodowka w marcu i kwietniu wyszlo spoko. Treningowo robione po okolo 6 min na kilo tu mnie wyszlo 5:29 srednio wiec BARDZO zadowolony. Bieglem cala droge i nie wiedzialem czy rozpiac trisuit czy nie? Jest on niby elastyczny ale na bieganiu czuc ze material stawia juz spory opor w procesie oddychania. Bilem sie z myslami czy moge sie rozpiac, zeby mi cyce nie wylecialy i ta mysl wygrala. Przed meta dumnie zapialem bo jeszcze ktos policzylby mnie w klasyfikacji kobiet, jak wspomnialem byly tym razem tylko 2 wiec pudlo byłoby murowane ;). Na mecie to chyba czytali w myslach. Po nawrotce cala droge mowie głośno – izobro, izobro na mecie…i wymodlilem.
Zestaw piekny na rozwolnienie ale czego chciec wiecej. Banan do reki, banan na twarzy, zywiec w reke i chce sie Ż. 
Impreza ma charakter treningu wiec wracamy do zrodel, satysfakcja i fun. Fajnie bylo cos z niczego zrobic. Organizacyjnie SUPER, bez wodotryskow i zbednych rzeczy. 100% pure triathlon.
Mnie to osobiscie cieszy, co widac.

Madzia M. dzieki za mozliwosc startu, Pablo i ŁApa za zaproszenie bo nie wiedzialbym, ze TAKA impra mi pod nosem leci.
Piotr Wargacki dzieki za mozliwosc udostenienia niekotrych zdjec sa MEGA.
Gratuluje i do zoo.


