Żona: Po co startujesz na 1/8 skoro już startowałeś w tym roku na tym dystansie?
Ja: ? (kobieca logika)
Najlepsze podsumowanie mojego startu. Podsumowanie mojego największego fana&krytyka w jednym. Kobieta zmienną jest, a próba zrozumienia jej myślenia to trochę jak rozkmina między śmietaną 12% a 18% będąc już w sklepie.

Mylof/Rytel to 2gi z 3 startów w formule Kujaviatriathlon ( 3 część odbędzie się 18.08.2018 – ciekawa data :)).
(viktoria – też byłem na bramie a raczej na tamie )
Event z racji anturażu znowu nie miał należeć do najłatwiejszych – czytaj trochę bieganie pod i z górki w piochu – szuter. Wszystko w byłym lesie, niekoniecznie z córką leśniczego, jak kto woli.
(piękne okoliczności przyrody – pytona nie było)
(strefa T1 i T2 w jednym miejscu uff)
(za górami za lasami…)
Ponieważ bieganie jest ostatanią konkurencją w triathlonie, to w tych warunkach nie jest ono łatwe. Bieganie po rowerze w ogóle nie jest łatwe. Jednak w takich okolicznościach przyrody ma to swój urok.
Rano szybkie pakowanie starTREKA i gratów do kiły i dzida na trasę.

Zapomniałem, że z racji pory dnia/nocy nie było śniadania. Nie chciałem sprowadzać gniewu swojej piękniejszej połówki na moja brzydką osobę. Wiadomo rano wstajesz garami dajesz. Z moją aparycją jelonka gibkość używania garów to młot kowala. Naczczo się nie da, więc padło na stację z orłem w tle. Niby tylko „flat white” i zapiekana, bo coś trzeba ciepłego do buzi włożyć ale…hmmmm. Konkluzja taka: wyjść i zjeść przy samochodzie a nie „W”. Czemu zapytacie? Popatrzcie dobrze na moją koszulke przed i po starcie. Za komentarz niech zrobi to, że po przyjezdźie usłyszałem: To ile kolega popił że szwy na 2giej stronie? :). Zdecydowanie stwierdzam, że lepiej zjeść na zewnątrz auta, skoro to ten sam czas, a szkody mniejsze bądź „0”.
(trisiostra i fleja faberrrrr)
W czasie dojazdu na miejsce szok mocny jak białe skarpety w sandałach. Widok tego co zobaczyłemy po zeszlorocznym rozpierdolu pt. wichura 2017. Widok na Rytel/Mylof i okolice spowodował, że zrobił sie smuteczek. Zębów i szczęki pozbierać nie mogę do dziś. Takie rzeczy trzeba zobaczyć, bo foty i filmy nie oddadzą w pełni tragedi. To po prostu trzeb zobaczyć swoimi „paczałami”.


No nic, po rozbiciu obozu pierwszego poszedłem zapuścić szwendacza i zobaczyć strefy. Okoliczności przyrody tego miejsca, pomijając brak drzew stojących, bardzo przyjemne. Tama, rzeka Byrda i asfalt, który nie był robiony już w Szwajcarii jak to było w Mroczy. Gładki i płaski jak moje pośladki. Stoisko z kawą to moje życie…jednak instant to se można wcierać w jelito od strony tylnej. Bez kofeiny- nie ma to nic wspólnego z pożądnym czarnym mazutem, który kocham. Co było wypiłem, trudno.
Rozbity, rozpakowany wrzucony na strefy, jeszcze tylko toitoi i można szykować się do tańca. Niby sie już tu było. Dystans już oswojony, a gdzieś tam jednak zawsze stresik jest. Taki mobilizujący.
(starTREK ogra ogarnięty)
Pływanie jak to pływanie wbijasz w piankę ubierasz durexa na głowe i ciśniesz jak Hanka Mostowiak w kartony. Sam byłem zdziwiony jak dobrze poszło – koło 9 min. Nie stawia mnie to w jednym szeregu z Ianem Thorpem, ale cieszę się jak gupi z bateryjki.
Przed startem rozwalił mnie tekst gościa z fali jak spojrzał na moje stopy i powiedział : „Ty, ale płetwy to mogłeś w domu zostawić”:)
Po pływaniu szybka przebierka w strefie T1. Człowiek zdejmuje z siebie piankę jak majty przez głowę na koncercie Weekendu. W strefie zmian” tańczy” jak szalony. Takt zawsze ten sam, kolejność bywa różna. Kask, nr, okulary, buty, skarpety i wylot ze strefy na asfalt. Za każdym razem trzeba rzeczy na przebranie układać w pudełku w odwortnej kolejności niż się je ubiera. Uff już. Teraz tylko ułozyć zupę na siodełku i ogień w giczałach. Tu też mnie wygięło, bo jest progres z czego się cieszę.
Bieganie znowu pozostanie historią. Wydawało mi się, że to moja mocna strona, ale jak wspominałem wcześniej po rowerze to inna para butów. Organizm totalnie rozregulowany. Zaprogramowane tempo nie istnieje i lecę jak na stracenie, a rozrzut średniego tempa jak gówna na polu od 4.15-6.30. No i meta. Makao.

Wieszają na szyi kawałek blaszki i człowiek uśmiechniety -chce jeszcze. Trzeba przyznać, że poznałem chorych ludzi tak jak ja.
Są w bardziej zaawansowanym stadium trithlionozy : Aśka i Tomasz. Bo SiostryTri poznałem dawno temu:)
(zdj ze strony H20shop.pl)
Cyk kapsle z butelek zdjęte i izochmiel 0% smakuje jak szampan na sylwestra w Zakopanem, za każdym razem.
(RyHu NN)
Ponieważ czas był dobry należy sie nagroda. Nie chciałem, a złamałem 1.30h przypadek?
Trzeba się nagradzać. Małe radości dają dużo satysfakcji. Np. nowe skarpety na „jowej” czy jakaś dobra szama. W tym wypadku padło na to drugie. Stopka jest po drodze do mnie na wieś. Stopka = karkówka, Dużo karkówki. Kto był nie pyta. Niestety kolejka jak w weekend z niedzielą nie-handlową. Jade dalej memory 5 i faber i wszytsko jasne. Powiem krótko, tatar, rosół, browar, kawa i ciasto owocowe pod kruszonką z pieca. kolejność nie grała roli. nigdy nie gra. Wyjście i tak jest tylko jedno 😀
(bo mi się kurła należało)
Żona : I jak poszło?
Ja : 6 min mniej niż miesiąc temu w Mroczy!!!
Żona ; To już wiem dlaczego startowałeś.
KURTYNA
TriTata